środa, 31 grudnia 2014

Kilkuzdaniowe podsumowanie roku 2014

Cześć :) Dzisiaj chciałam na luzie, krótko i zwięźle, ale treściwie podsumować rok 2014, który obfitował w różne emocje i lepsze oraz gorsze chwile. Wiem, że teraz wszyscy coś podsumowują i pewnie macie już przesyt tych całorocznych ewaluacji, dlatego też u mnie będzie krótko - kilkuzdaniowo, ale za to w różnych dziedzinach. Zapraszam! 

Jako, że jest to pierwszy koniec roku na Prozaicznym, to chciałam żeby owo podsumowanie było nieco inne niż zazwyczaj to bywa w Internecie, takie wyjątkowe. Ostatecznie zadecydowałam, że przyjmie ono formę cytatów z książki, utworów muzycznych i filmu, które zrobiły na mnie największe wrażenie w tym roku i w pewien sposób były dla mnie ważne albo poruszyły coś w środku - w móżdżku i/lub w serduchu. Dodatkowo, poszczególne fragmenty wyróżnione poniżej składają się na życzenia noworoczne, które czekają na Was na końcu wpisu :) 

Książka Mitcha Alboma Zaklinacz czasu


morguefile.com


"Nigdy nie jest za późno 
ani za wcześnie.         
Jest dokładnie wtedy 
kiedy trzeba."

"Czas nie jest czymś, co można zawrócić. W każdej następnej chwili może czekać na ciebie odpowiedź na twoje modlitwy. Odrzucenie tego oznacza odrzucenie najważniejszej części przyszłości."

"Koniec dotyczy wczoraj a nie jutra."


Film Łukasz Palkowskiego Bogowie




"- Serce nie sługa!
- Zobaczymy."


Utwór Artura Rojka Czas który pozostał




"Nawet jeśli to nie to
usiłuję uwierzyć w coś"


Utwór Georga Ezry Listen to the Man




"You don't have to be there
You don't have to be scared
You don't need a plan of what you wanna do"


Mój osobisty trening roku




Ten trening zapamiętałam zdecydowanie na cały rok. Wygląda niepozornie, ale prawie mnie zabił :D (Ewa J. - dziękuję za podesłanie;). Ostrzeżenie: tylko dla osób z naprawdę dobrą kondycją!


Zdobycie złotego medalu Mistrzostw Świata 2014 przez polskich siatkarzy




"Jesteśmy Mistrzami Świata!!!"


Prozaiczne życzenia noworoczne

Kochani! 

Z okazji zbliżającego się wielgachnymi krokami Nowego 2015 Roku, chcę Wam życzyć:
* dystansu do upływającego czasu - nieważne czy będziemy się tym zamartwiać czy nie, on i tak będzie mijał, więc cieszmy się chwilą :)
* odwagi - takiej jaką miał profesor Religa - żeby iść pod prąd, wziąć własne życie w swoje ręce i zmieniać świat, bo nikt inny za nas tego nie zrobi,
* wiary w cokolwiek, bo nie wierząc w nic ciężko jest żyć,
* odwagi żeby coś zmienić w swoim życiu, przenosić się w inne miejsca i podejmować spontaniczne decyzje bez paraliżującego strachu, że coś nie wyjdzie, ale za to z nutką ekscytacji i gotowością aby stawić czoła nieznanemu,
* tyle endorfin na co dzień, ile mamy w organizmie po naprawdę porządnym treningu,
* i żeby ten rok był dla Was wszystkim po prostu MISTRZOSTWEM ŚWIATA :) 


Szczęśliwego Nowego Roku!


morguefile.com



Share:

niedziela, 21 grudnia 2014

Przedświątecznie i sportowo :)

Czas ostatnio pędzi jak oszalały... Niedawno jeszcze był wrzesień i emocje związane z siatkarskimi Mistrzostwami Świata, a potem rzuciliśmy się w wir pracy, nauki i innych ciekawych rzeczy pochłaniających dzień za dniem, aż nagle... raz, dwa, trzy i proszę, za chwilę mamy Święta Bożego Narodzenia! Już za trzy dni zapewne większość z Was zasiądzie z bliskimi przy wigilijnym stole żeby spędzić razem czas, połamać się opłatkiem i nacieszyć się chwilą spokoju i sobą nawzajem, a może nawet pokusić się o chwilę refleksji. Święta to też czas odpoczynku dla sportowców, to właśnie wtedy mogą zejść z boiska, wrócić do domu i pobyć z rodziną. Zanim jednak to nastąpi, nasi ulubieńcy często angażują się w różne ciekawe projekty związane z tym magicznym świątecznym czasem. Co takiego robią sportowcy przed Świętami? O tym właśnie przeczytacie w dzisiejszym wpisie :)


morguefile.com

Obserwując tryb życia i ilość obowiązków, z którymi na co dzień muszą sobie dawać radę sportowcy, mogłoby się wydawać, że nie ma takiej możliwości, aby angażowali się jeszcze w dodatkowe akcje czy projekty. Niemniej jednak, dobrze wiemy, że wielu z nich posiada jakąś czarodziejską moc wydłużania doby i dzięki temu ma czas żeby udzielać się charytatywnie, prowadzić dodatkowe biznesy albo dzielić się ze wszystkimi dookoła swoim poczuciem humoru ;) (tutaj możecie przeczytać o tym, co siatkarze robią w Internetach). Okazuje się, że również przed Świętami inwencja twórcza i dodatkowa energia nie opuszczają naszych gwiazd sportu. Dlatego też, mam niewątpliwy zaszczyt zaprezentować Wam pomysły, na które atleci wpadają zazwyczaj tuż przed Świętami i efekty realizacji tychże pomysłów. 

Przygotowywanie ozdób choinkowych
Kochani, przyznajcie się, kto z Was jako dziecko nie cieszył się nie tylko na samą myśl o ubieraniu choinki, ale skakał z radości gdy mógł sam przygotować jakąś świąteczną ozdobę? Mam wrażenie, że dla wsyztskich była to niesamowita frajda i przygoda. Jak się okazuje, niektórzy z tej zabawy do tej pory nie wyrośli i chyba nadal nie mają zamiaru, ponieważ bawią się w malowanie bombek do dzisiaj. Chodzi tutaj oczywiście o akcję charytatywną "Fundacji Herosi", w której brali udział siatkarze reprezentacji Polski, i której głównym zamysłem było stworzenie świątecznych bombek, które potem wystawiono na licytację. Zebrane pieniądze zostały przekazane fundacji, która działa na rzecz chorych i potrzebujących, głównie młodych ludzi cierpiących na nowotwór (więcej o "Fundacji Herosi" możecie dowiedzieć się na ich stronie internetowej, a jeśli sami chcielibyście ją wspomóc - do czego szczerze zachęcam, to tam też znajdziecie wszystkie potrzebne informacje:)). Cel bardzo szczytny, ale ile też przy tym zabawy! Zobaczcie z resztą sami skupienie na twarzy Michała Winiarskiego i radość w oczach Kuby Jarosza podczas malowania ozdób świątecznych :)



W akcji brali udział też siatkarze Skry Bełchatów, a nagranie z tego wydarzenia możecie obejrzeć tutaj. Nie wiem czy w tym roku "Fundacja Herosi" również organizuje malowanie bombek, bo nie doszukałam się takich informacji na ich stronie internetowej, ale wiem, że Karol Kłos i Andrzej Wrona rywalizują ze sobą w ilości sprzedanych specjalnych kalendarzy (o tu!). Bombki czy kalendarze - to nieistotne, ważne, że chłopakom się chce i robią coś dobrego dla innych. Zdecydowanie popieramy!

Granie ... na koszu
Nie, nie zrobiłam błędu w podtytule! Wiem, że normalnie koszykarze grają w kosza, ale tym razem zawodnicy NBA postanowili zrobić mały wyjątek i zagrać na koszach. Żeby było jasne, nie grają tam tylko dla śmiechu i nie grają też byle czego! Na swój świąteczny występ wybrali utwór "Jingle Bells", a jaki jest efekt ich starań, to już zobaczcie sami ;)



Nagrywanie teledysków
Sport to nie tylko wysiłek i rywalizacja, ale też mnóstwo radości i dobrej zabawy. Chcieli o tym z pewnością przypomnieć sportowcy i trenerzy TS Wisły Kraków, nagrywając swój własny teledysk do wszystkim dobrze znanej piosenki Shakin'a Stevensa "Merry Christmas Everyone". Oprócz frajdy związanej z przygotowaniem i nagrywaniem takiego teledysku, trzeba dodać, że jest to fajne podziękowanie i ukłon w stronę kibiców, którzy na co dzień ściskają kciuki za swoich sportowców i przychodzą ich dopingować na hale sportowe. W tym wypadku pojawiają się również życzenia świąteczne, co możecie zobaczyć sami poniżej. Od razu dodam jednak, że nie jest to jedyny sposób na niekonwencjonalne składanie życzeń kibicom przez sportowców.

  
Śpiewanie i gangsta rapsy
Jak się okazuje hicior "Jingle Bells" nadaje się nie tylko na sportową interpretacją instrumentalną. Równie dobrze prezentuje się on w wersji śpiewanej, o czym przekonuje nas między innymi Maria Sharapova na nagraniu z życzeniami dla kibiców tenisa. Co więcej, Agnieszka Radwańska udowadnia, że można go też zarapować (2Pac czy inny Snoop Dog z pewnością nie powstydziłby się takich rapsów :P). A to wszystko do usłyszenia w załączonym filmiku.



Najlepsze życzenia :)

Jak mogliście się już przekonać, sportowcy mają całą masę pomysłów na umilenie czasu i wywołanie uśmiechu na twarzach swoich kibiców tuż przed Świętami. Wszystkie te starania oczywiście doceniamy i czekamy na więcej :)





Tymczasem ja na łamach Prozaicznego pragnę Wam życzyć zdrowych, spokojnych Świąt spędzonych w gronie najbliższych. Czasu, żeby nacieszyć się wzajemnie swoją obecnością, zamyślić się nad znaczeniem Bożego Narodzenia dla Was samych oraz poczuć zapach pierników z cynamonem i mandarynek tak intensywnie, aby zapamiętać go na cały następny rok :) Dużo szczęścia, pogody i uśmiechu życzę Wam Kochani Czytelnicy ja, autorka we własnej osobie i Ziomek z czerwonym nosem ;)

fot. Kasia Kwiecień / www.babeczkinawybiegu.pl

PS. Brzydkie swetry są spoko B-) ;)


Share:

środa, 3 grudnia 2014

Telewizyjna nostalgia na zimowe dni

Ostatnio z przyjaciółką oglądałyśmy w Internecie fragmenty starych programów i teleturniejów. Po tym krótkim seansie, dopadła mnie mała nostalgia i tęsknota za latami, kiedy to w telewizji można było zobaczyć różnorakie smaczki, jakich dzisiaj już niestety nie uświadczymy :) Pamiętacie jeszcze czasy, kiedy w piątek wieczór siadało się razem z rodzicami przed telewizorem i czekało się na "Randkę w ciemno"? Też byliście ciekawi, co kryło się w maskotce o wdzięcznym imieniu Zonk, którą jako nagrodę pocieszenia wręczał Zygmunt Chajzer w programie "Idź na całość"? Jeśli tak, to zapraszam Was na sentymentalną podróż w przeszłość telewizji, z Jackiem Kawalcem w roli głównej :) Miłe wspomnienia i spora dawka uśmiechu gwarantowane! 

"Randka w ciemno"
morguefile.com
Cały tydzień czekania, a potem 50 minut emocji i śledzenia wydarzeń na ekranie z wypiekami na twarzy! I w końcu w studiu pojawiał się niezawodny prowadzący, Jacek Kawalec (w późniejszej wersji zastąpiony przez Tomasza Kammela), a w tle co jakiś czas pobrzmiewał tajemniczy głos najpierw Doroty, a później Edyty (to trochę takie prekursorki Wielkiego Brata, nie sądzicie?:P). Cała zabawa polegała na tym, że kobieta lub mężczyzna mieli wybrać swoją "randkę" - czyli partnera lub partnerkę - na romantyczny wyjazd i przy odrobinie szczęścia na resztę życia, co podobno też się zdarzało. Pytania były zabójcze, tak samo jak stylówka i ufryzurowanie uczestników. I chociaż cały spektakl wyglądał nieco sztucznie, to według samego pana Jacka i pani Doroty, twórcy programu bardzo pilnowali żeby wybierający nie widział wcześniej kandydatek, a wybierająca kandydatów i na odwrót. Natomiast cała sztuczność miała wynikać z upodobania producentów do poprawnej polszczyzny, którą mieli posługiwać się uczestnicy. Więcej wspominków dotyczących programu wraz z jego fragmentami możecie obejrzeć pod tym linkiem. Reżyserowana czy też nie, "Randka w ciemno" miała swój niewątpliwy urok, i każdy kto ją oglądał, może tę tezę potwierdzić. Ja osobiście pamiętam, że oprócz odsłonięcia kotary i reakcji uczestników na swój widok, najbardziej lubiłam moment losowania kopert (zawsze kibicowałam żeby wylosowali wyjazd za granicę, bo co to za przygoda jechać na randkę na Mazury albo do Lądka Zdrój?;)). Poza tym, zawsze byłam ciekawa relacji z podróży i tego, jak historia danej pary potoczy się dalej. Podsumowując krótko, był to wspaniały program, który zawsze będzie kojarzył mi się z beztroskim dzieciństwem i warto na chwilę wrócić do tych chwil. Dlatego też polecam obejrzeć poniższe nagranie :) (który pojawił się wcześniej na facebookowym fanpage'u bloga, na który zapraszam, o właśnie tu:)



"Tata, a Marcin powiedział...
... że jego tata powiedział..." Kto nie pamięta tej charakterystycznej frazy z serialu z Piotrem Fronczewskim w roli taty i Mikołajem Radwanem w roli syna, któremu nigdy nie brakowało pytań do zadania? Trzeba przyznać, że pan Piotr był wyjątkowo cierpliwym ojcem i dzielnie i wytrwale wyjaśniał swojemu synowi prawidła funkcjonujące w świecie. Cała fabuła kręciła się wokół potwierdzania, prostowania oraz obalania tez wygłoszonych przez tajemniczego tatę równie tajemniczego kolegi chłopca, Marcina (widzieliście kiedyś gościa? Bo ja nie pamiętam żeby się pojawił kiedykolwiek w tym serialu). Chociaż w normalnym życiu, takie pytania byłyby dla nas wyjątkowo denerwujące i nie do wytrzymania na dłuższą metę, to w serialu ten motyw świetnie się sprawdzał. Ja muszę przyznać, że bawiłam się przednio :). Poniżej krótkie wideo przedstawiające dobrze znaną czołówkę serialu. 



"- Kulfon, Kulfon co z ciebie wyrośnie? 
Martwię się już od tygodnia! - To się nie martw!" Przygody Kulfona i Moniki pokazywane był w ramach programu "Ciuchcia" na TVP1, gdzie mogliśmy je śledzić przez całe 10 lat. Jeśli dobrze pamiętam program nadawany był w weekendy i oprócz Kulfona, który miał wybitnie luzackie podejście do życia, zdecydowanie bardziej odpowiedzialnej i poukładanej Moniki, był tam też profesor Ciekawski, któremu Monika asystowała przy różnego rodzaju eksperymentach, bardziej lub mniej naukowych. Nie wiem czy jednak wiecie, że legenda głosi iż zadaniem Kulfona wysłanego na Ziemię z planety Kulfocentauris, było porwać Monikę? Jak wiadomo, ostatecznie tego nie zrobił, a to dlatego, że się w niej zakochał - i bardzo dobrze, bo inaczej nie byłoby tego programu w telewizji, tylko wielka afera i poszukiwanie zaginionej żaby ;). Chodzi Wam po głowie piosenka z czołówki programu? No to łapcie ją w wykonaniu głównych bohaterów :) 



4. "Idź na całość!"
Teraz przeskakujemy z telewizji publicznej do Polsatu, a tam czeka już na nas Zygmunt Chajzer we własnej osobie! Zapytacie dlaczego właśnie pan Zygmunt (znany również z resztą z obecności na meczach siatkarskich)? A ja wam odpowiem: dlatego, że to właśnie on zachęcał uczestników programu, którego był prowadzącym, żeby szli na całość! A dokładnie chodziło o to, żeby wybrać dla siebie jakąś nagrodę-niespodziankę, ukrytą za kotarą bramki numer 1, bramki numer 2 lub bramki numer 3; a na dokładkę, jeszcze później mieć odwagę ją zamienić na jakąś inną, licząc się ze wszelkimi konsekwencjami tej zamiany. W przypadku jeśli ktoś podjął złą decyzję, to jako nagroda pocieszenia zawsze czekał na niego poczciwy Zonk, czyli maskotka z głową kota i workiem z upominkiem-niespodzianką, który pełnił rolę tułowia. Ja zawsze byłam ciekawa co się kryje wewnątrz tego kota, ale niestety do dziś nie udało mi się rozwikłać tej zagadki... A może ktoś z Was wie? No i oczywiście, przeżyjmy to jeszcze raz... ;) 



"Śmiechu warte!"
Szukaliście kiedyś odpowiedzi na pytanie czym tak naprawdę jest życie? Jeśli tak, to ten program zawsze potrafił dać na nie prostą i wesołą odpowiedź: "życie sumą jest przypadków, ze skłonnością do upadków i szukania swego szczęścia w pechu!" Tak właśnie zaczynała się piosenka z czołówki "Śmiechu warte", którą zapewne wszyscy dobrze znają. Cała zabawa polegała na tym, że widzowie podsyłali twórcom programu zabawne filmiki ukazujące sytuacje z życia wzięte, a potem do widzów należała decyzja, który z nich najbardziej ich rozbawił i komu należy się nagroda za najlepsze nagranie w danym odcinku. Jak się nad tym troszkę dłużej zastanowiłam, to doszłam do wniosku, że tak naprawdę "Śmiechu warte" było takim swoistym telewizyjnym Youtubem przeszłości, który widzowie oglądali nie z mniejszą radością i śmiechem niż my obecnie różne zabawne filmiki w przeglądarkach internetowych. Jedyne, czego współczesna wersja nie jest w stanie nam zaoferować, to wdzięk i żarty prowadzącego - legendarnego Tadeusza Drozdy. Specjalnie dla Was pan Tadeusz zrobił jednak wyjątek i wskoczył na chwilę również na Youtube'a :) 




Ale to już było...

i pewnie już więcej nie wróci... W tej sytuacji nie pozostaje nam nic innego, jak przyglądać się temu, co obecnie dzieje się w telewizji i od czasu do czasu odgrzebać jakieś starocie w Internecie i wrócić na chwilę do tamtych chwil. Poza tym, kto wie, może za dziesiątki lat przyszłe pokolenia będą się dziwić i zaśmiewać w głos z obecnych programów, które my dzisiaj uważamy za całkiem zwyczajne? :)


imagebase.net


Share:

środa, 26 listopada 2014

Co robią siatkarze w Internetach?

Przeważająca ilość wpisów na blogu dotyczy sportu, co możecie z łatwością sprawdzić u góry w dziale "Sport". 8 z nich traktuje o siatkówce i osobach ściśle z nią związanymi, czyli trenerami bądź siatkarzami. Byli już siatkarze na Memoriale Wagnera, na Mistrzostwach Świata, podczas Ligi Światowej. Na boisku i czasem też poza boiskiem. A czy zastanawialiście się gdzie można ich znaleźć i co porabiają polscy zawodnicy w Internecie? Jeśli nie, to teraz jest szansa żeby się tego dowiedzieć. Zapraszam do lektury :)

źródło: morguefile.com

Blogi piszą!
Blogowanie jest fajnie, o czym zdążyła się pewnie przekonać już część z Was. Zdają sobie z tego sprawę również siatkarze; a w zasadzie to jeden z nich, którego wesoła twórczość jest już dobrze znana nie tylko w Internecie. O jego blogu pisano już w gazetach, mówiono w telewizji, a fani siatkówki wprost nie wyobrażają sobie jakby to było gdyby go nie było, albo nie pamiętają już czasów sprzed jego powstania! Chodzi oczywiście o Krzyśka Ignaczaka i jego projekt Igłą szyte (<- klik). Ten niesamowicie pozytywny człowiek, który na boisku jest prawdziwym walczakiem, już kilka lat temu zdecydował się pokazać kibicom jak funkcjonuje życie kardy narodowej poza boiskiem, czyli podczas podróży, w szatni, w knajpkach oraz w wielu innych miejscach, które odwiedzają zawodnicy podczas różnych zawodów. Igła pstryka zdjęcia i kręci filmiki w różnych - w większości zabawnych sytuacjach - dzięki czemu kibice mogli przekonać się, że siatkarze to nie jakieś napompowane gwiazdy, ale zwykłe chłopaki, które lubią czasem zażartować albo zrobić coś szalonego. Dla zachęty, pod tym linkiem możecie znaleźć taniec Winiara, a jak się Wam spodoba to zerknijcie też na ten filmik, trochę dłuższy i jeden z moich ulubionych. A pełen repertuar znajduje się na blogu oraz na kanale Youtube Igły. Śmiech pełną gębą gwarantowany!

Telewizję robią!
Igłą szyte to nie jedyne miejsce, w którym znajduje się kopalnia zabawnych nagrań z udziałem siatkarzy. Swoje kawałek przestrzeni w odmętach Internetu znalazł również inny siatkarz, chociaż niegrający już w reprezentacji, ale nie mniej zakręcony i wygadany - Łukasz Kadziewicz. Popularny Kadziu założył swój kanał telewizyjny na Youtube o nazwie "Kadziu projekt" (<- klik) i tam zamieszcza swoje unikalne rozmowy, czyli obszerne wywiady nie tylko z siatkarzami, ale też z innymi sportowcami, takimi jak bracia Lijewscy, Grzegorz Tkaczyk czy Mateusz Klich. Ja osobiście, oprócz inteligencji i poczucia humoru, cenię u Łukasza przede wszystkim umiejętność zadawania ciekawych pytań. Bo ze sportowcami to nieraz bywa tak, że dziennikarze nie wiedzą o co jeszcze mogliby ich zapytać i potem efekt jest taki, że każdy wywiad wygląda tak samo. I tutaj też patrzycie i myślicie sobie: "o Kadziu zrobił wywiad z Mattem Andersonem! Ale ileż się już człowiek z nim wywiadów naczytał! To na pewno nie będzie nic nowego...". I wtedy Łukasz wychodzi do swojego gościa z takim akompaniamentem pytań, na które mało kto wcześnie wpadł i dowiadujesz się z tej rozmowy naprawdę ciekawych rzeczy oraz poznajesz rozmówcę Kadziewicza z nieco innej strony. Co najważniejsze, Łukasz nie jest nigdy nachalny ani przesadnie dociekliwy w swoim wypytywaniu - jeśli jego rozmówca nie chce poruszać albo drążyć danego tematu, to Kadziu płynnie przeskakuje dalej. Według mnie to bardzo dobra robota i oby więcej odcinków pojawiło się na kanale. Czekamy!

źródło: morguefile.com


Na Facebooku i Twitterze się udzielają!
Obydwa opisane wyżej projekty mają oczywiście (jak wszystko w dzisiejszych czasach ;) swoje fanpejdże na fejsbuku ;). Jednak nie są to jedyne profile w mediach społecznościowych należące do siatkarzy. Biorąc pod uwagę fakt, że teraz bardzo wielu sportowców korzysta z Facebooka czy też Twittera żeby kontaktować się z kibicami, pokazać jakim się jest poza boiskiem oraz promować swoją postać i daną dyscyplinę sportu, to nie sposób tutaj opisać wszystkich siatkarzy, którzy biorą w tym udział. Wybrałam więc dwóch, którzy według mnie zasługują na szczególną uwagę. Są to niewątpliwie Karol Kłos z jego profilem o fikuśnej nazwie Trafiła Kosa na Kłosa, Karola Kłosa (<- klik) oraz Andrzej Wrona i jego Andrzej Wrona Kracze (<- też klik). Panowie słyną z nietuzinkowego poczucia humoru i ciętych ripost oraz sporego dystansu do siebie (o czym zresztą mogliście się już częściowo przekonać w tej notce). Tych szaleństw jednak było im jeszcze mało, więc postanowili założyć wspólny profil KŁOS vs WRONA, na którym organizują między sobą pojedynki. Nie są to jednak zwykłe tam bitwy, ba! Można by nawet rzec, że są to bitwy bardzo nietypowe. Na tym profilu obejrzycie wideo, na którym Karol i Andrzej rywalizują o to, kto napcha sobie do buzi jak najwięcej pianek i powie wyraźnie "Skra Bełchatów" (tak, przy tym się popłakałam). Była też jenga i bitwa wodna, ale nie będę spoilerować, najlepiej zobaczcie sami;)

A poza Internetem....
Jak wiadomo, życie toczy się (a jeśli nie, to na pewno toczyć się powinno) nie w świecie wirtualnym, ale w realnym. W tym wypadku, nasi Panowie też mają się czym pochwalić. Niektórzy projektują ubrania, inni piszą felietony do gazet, a jeszcze inni organizują treningi dla dzieci i młodzieży lub w inny sposób dzielą się swoim czasem pozaboiskowym. Nieważne jakie pomysły realizują - liczy się to, że robią to dobrze i dodatkowo nie przeszkadza im to w prezentowaniu swoich umiejętności na siatkarskich boiskach (co widać zarówno w reprezentacji, jak i w klubach, ale o tym znowu kiedy indziej). Mam nadzieję, że udało mi się przedstawić Wam naszych sportowców z nieco innej strony niż zazwyczaj, bo przecież sport to nie wszystko i oprócz grania trzeba jeszcze coś w życiu robić. Za to następny siatkarski wpis będzie już w pełni fachowy i poważny, obiecuję! ;)   

źródło: morguefile.com

Share:

sobota, 15 listopada 2014

Na ciasto idę w Trójmiasto*

Dawno na blogu nie było wątków turystycznych, a że w tym tygodniu mieliśmy prawdopodobnie ostatnie tak ciepłe dni tego roku kalendarzowego, to jest to idealny moment na wpis z pożegnaniem ciepłej jesieni. Dzisiaj Prozaiczny zoomuje Trójmiasto, i po raz kolejny przez lekko prywatne szkiełko.

Trójmiasto jest mi bliskie, ponieważ mam tam rodzinę i do Gdyni jeździliśmy odkąd pamiętam. Z tamtych czasów zostały mi wspomnienia z odwiedzin u różnych cioć i wujków i długie spacery z nimi. Ponadto, głęboko w pamięć zapadła mi jazda na hulajnodze na plażę (bo naprawdę był to kawał drogi) i spotkanie Harrym Potterem, bo to właśnie tam po raz pierwszy zobaczyłam tę książkę na półce w pokoju u kuzynki, wzięłam ją do ręki, otwarłam i zaczęłam czytać (uwierzcie mi, nigdy wcześniej ani później nie miałam tak spalonych pleców po opalaniu się na plaży :D). I takie to były pierwsze przygody nad morzem...


fot. Kasia Kowol albo Aga Nowak ;)

Później Trójmiasto zaczęło się dla mnie powiększać. Na studiach pojawiła się okazja na wyjazd do Gdańska na finały Ligi Światowej, z której ciężko było nie skorzystać. Wtedy też siedziało się w knajpce na plaży do późnego wieczora; plaży, którą najpierw trzeba było znaleźć ("ej, dlaczego to morze nie jest w centrum??":D). Były też spacery po porcie w Gdańsku oraz urokliwe gdańskie molo, no i starówka! Nie obyło się również bez przygód - chwila nieuwagi i Kasia leży na asfalcie, a nad ranem ma kolano wielkości dyni.... Natomiast jeśli chodzi o aspekt kulinarny, to pamiętam, że jadłam tam jedną z najlepszych ryb w swoim życiu. I oczywiście emocje sportowe - pierwszy Memoriał Wagnera tak daleko od domu, który zapoczątkował tradycję corocznych wyjazdów (o idei Memoriału można poczytać tu); i brązowy medal Polaków. W trzech słowach: naprawdę się działo.

fot. Kasia Kowol

Trójmiasto to dla mnie też pierwsza w życiu samotna trzydniowa podróż. Wymyśliło mi się zobaczyć jak wyglądają egzaminy na translatorykę, jeszcze rok przed tym zanim zamierzałam zdawać na Uniwersytet Gdański (do czego ostatecznie nie doszło), i pojechałam tam sama samiuteńka! Mimo, że były to zaledwie 3 dni, to udało mi się nocować w dwóch różnych miejscach. Do pierwszego z nich jechałam tramwajem tak długo, że myślałam iż zaraz wysiądę na swoim wrocławskim przystanku... Przekonałam się, że egzaminy wyglądają jak letnia sesja egzaminacyjna na licencjacie razy trzy i zajęłam się turystyczną częścią wyjazdu. Będę zawsze pamiętać to beztroskie włóczenie się po uliczkach Gdańska zupełnie bez celu, ale za to z wielką przyjemnością; a także spontaniczną wycieczkę na plażę do Sopotu o godz. 20, a potem siedzenie tam i patrzenie w morze zamiast na zegarek. Wtedy też zdarzyło mi się pójść spać o 21 (tak to jest jak się nie ma z kim gadać w pokoju, a telefon parzy w rękę od ciągłych rozmów), i otworzyć oczy z pierwszymi promieniami słońca wpadającymi do zniszczonego akademika Polibudy. Na koniec jeszcze przesympatyczna wizyta u cioci, a potem siedzenie przez 3 godziny na pustej słonecznej plaży w Gdyni i patrzenie na spokojnie fale i błąkające się tu i ówdzie meduzy. A potem już miałam dość tej samotności i bardzo cieszyłam się z powrotu do Wrocławia :)

fot. Kasia Kowol


Natomiast rok temu, dla zupełnego kontrastu, byłyśmy nad morzem aż w 6 osób i było na pewno 6 razy weselej niż poprzednio. Były mecze Mistrzostw Europy siatkówki - jeden z nich oglądany na rynku, gdzie zmarzłyśmy jak nieziemskie stworzenia. Była wycieczka do ZOO, które myślałam, że nie pojawi się na horyzoncie już nigdy (tak, zróbmy sobie spacer, to wcale niedaleko! -.- :D); ale jak już tam dotarłyśmy, to miałyśmy mnóstwo radochy i frajdy, a zmęczenie zniknęło. Nie zapomnę też spaceru po plaży w słoneczny dzień, chociaż miało lać jak z cebra; oraz irracjonalnego śmiechu z pana Dresa, który miał monofoniczny dzwonek na przyjście SMSa z melodią "go go power rangers". No i super krzywe ławki Radia Zet, oraz dyplom za wejście na latarnię w Sopocie. A na koniec, wybranie najpóźniejszego z możliwych pociągów powrotnych, co zakończyło się chodzeniem po galerii dla zabicia czasu i energii, a potem rzeczywiście śmiertelnym zmęczeniem...


fot. Kasia Kwiecień / www.babeczkinawybiegu.pl


Takie jest moje Trójmiasto :) Jedyna rzecz jakiej jeszcze brakuje mi w tej mozaice, jest obraz z okresu zimowego. Pochodziłabym po plaży gdy leży tam śnieg i pewnie wieje jeszcze mocniej i zimniej niż kiedykolwiek miałam okazję tego doświadczyć. To co Kasia Kwiecień, kiedy jedziemy ;)? Ktoś jeszcze chętny?

*tytuł po prostu się rymował, ale też Trójmiasto jest jak ciastko - zawsze dobre ;)  


Share: