czwartek, 11 czerwca 2015

Kibica siatkówki po starcie Ligi Światowej spostrzeżenia pierwsze

Jak już wspominałam w poprzednim wpisie, niecałe dwa tygodnie temu polscy siatkarze rozegrali pierwszy w tym sezonie reprezentacyjnym mecz w ramach rozgrywek Ligi Światowej. Wówczas ich przeciwnikiem była jak zawsze silna Rosja, natomiast tydzień później przyszedł czas na nieprzewidywalny w swoich poczynaniach Iran. Do tej pory Polacy wychodzili ze wszystkich pojedynków zwycięsko, a moja radość z tego powodu jest tak wielka, że przerodziła się w niniejszy artykuł na blogu, na który z tego miejsca wszystkich serdecznie zapraszam :).

Niecierpliwe oczekiwanie i przedsezonowa niepewność
Wszyscy dobrze pamiętamy, że ostatni sezon w wykonaniu naszej reprezentacji zakończył się spektakularnie (o tym jak bardzo spektakularnie, można przeczytać tutaj). Siatkarze, zdobywając tytuł Mistrzów Świata postawili sobie poprzeczkę bardzo wysoko, tak, że wyżej się już chyba nie da (no może gdyby zdobyli złoto na igrzyskach olimpijskich, to byłoby nieco wyżej niż teraz). Wiadomym było więc, że oczekiwania przed obecnym sezonem są bardzo wysokie, ale równocześnie towarzyszyła im świadomość tego, że reprezentację – przynajmniej na ten sezon, o ile nie na dobre – opuścili jej czterej czołowi i doświadczeni zawodnicy: Krzysiek Ignaczak, Michał Winiarski, Paweł Zagumny oraz Mariusz Wlazły. Bez nich nasza drużyna, mimo że wciąż silna, nie była traktowana jako stuprocentowy faworyt do wygrania LŚ i w ogóle wszystkiego. Poza tym, nowy sezon to nowy sezon – nigdy nie możemy być pewni jak zawodnicy będą sobie radzić po ciężkich rozgrywkach klubowych, czy też jakie nowe koncepcje zaproponuje i wprowadzi do treningów trener. Dlatego wszyscy zawsze z ogromnym napięciem i bardzo bacznie przyglądają się poczynaniom siatkarzy podczas pierwszego meczu. A ten pierwszy po długiej przewie był taki, że owemu przyglądaniu się towarzyszyło z pewnością przecieranie oczu ze zdumienia i podtrzymywaniu szczęki, która co chwilę opadała, bo... 

źródło: en.wikipedia.org


było tak dobrze!
Nie czarujmy się, nie wiem czy ktokolwiek przypuszczał, że nasi wyjdą na boisko po kilkumiesięcznej przerwie i zleją Rosjan 3:0 (bo inaczej nie można tego było nazwać;). Dodatkowo, z bardzo dobrej strony pokazali się tutaj Mateusz Bieniek - debiutant w reprezentacji Polski seniorów, który czarował Rosjan zarówno zagrywką, jak i swoją skutecznością w ataku (podobno Piotr Gacek śmiał się po meczu, że przypilnuje Bieńka, żeby po tym wieczorze nie poszedł do solarium i nie strzelił sobie tatuażu :D). Niemniej jednak, wydaje się, że temu chłopakowi woda sodowa raczej do głowy uderzyć nie powinna. Cieszy też powrót Bartosza Kurka, bez którego jak wiadomo reprezentacja sobie na Mistrzostwach Świata poradziła, ale z którym zapewne będzie sobie radzić jeszcze lepiej. Swoją drogą, dla Bartka to też pewnego rodzaju debiut, bo z przyjęcia został przeniesiony na pozycję atakującego na potrzeby reprezentacji. Jak na razie ta konfiguracja zdaje egzamin i mamy nadzieje, że będzie jeszcze lepiej. W drugim meczu z Rosjanami było już znacznie trudniej, ale ostatecznie wyszliśmy z tej batalii zwycięsko, pokonując przeciwników w tie breaku. Z resztą, to niejedyny tie break w tym sezonie, w którym Polacy byli górą, ponieważ tak samo dramatycznie wyglądał drugi mecz z Iranem, rozgrywany tydzień później w Częstochowie. Dobrze jest mieć świadomość, że umiejętność trzymania nerwów na wodzy i walki do samego końca nawet w trudnych momentach ostała się w naszych szeregach, mimo prawie rocznej przerwy w występach biało-czerwonych.

Nie tylko na boisku mamy nowe twarze
Ten, kto ogląda mecze reprezentacji Polski w telewizji, wie, że studio zarówno przed, jak i po meczu, jest prowadzone generalnie w tonie luźnym i - rzekłabym - raczej humorystycznym. Oczywiście, Panowie dzielą się z kibicami ważnymi technicznymi i profesjonalnymi danymi i analizami, ale kiedy w studiu siedzą takie osobowości jak Ireneusz Mazur i Jerzy Mielewski, to wiadomo, że rozmowa będzie co najmniej nietuzinkowa. Teraz do tego składu dołączył Krzysztof Ignaczak, który wcześniej również się tam pojawiał, ale domyślam się, że po zakończeniu kariery w kadrze stanie się stałym bywalcem. W związku z tym, powstała nam tam swoista mieszanka wybuchowa, którą większość kibiców uwielbia, bo żartów i niektórych wypowiedzi tych Panów nie da się zapomnieć i nie da się przy nich nie zaśmiać. Część z nich jest trochę kąśliwa, niektóre są ironiczne, inne znowu ocierają się o absurd – a to wszystko to jest to, co misie lubią najbardziej ^^. Ponadto, Panowie nie szczędzą ciętych żartów wobec siebie nawzajem, a co najważniejsze potrafią się z nich śmiać, co dodatkowo ubogaca całe widowisko :D. Myślę, że jest to dobry temat na osobny wpis, a że mam pozapisywane w różnych miejscach rozmaite „kwiatki”, to kiedyś chętnie nimi z Wami podzielę.

źródło: flickr.com


Teraz tournée po świecie
W Polsce, wiadomo, gra się łatwiej i fajnie, że nasi to wykorzystali, teraz pora na zmiany stref czasowych i inne trudności. Mamy jednak nadzieję, że to ich zahartuje w boju – szczególnie tych młodych zawodników. W najbliższy weekend na tapecie będą pojedynki ze Stanami Zjednoczonymi, które nigdy nie są łatwe. Mecze z Rosjanami na ich własnym terenie to też nie jest bułka z masłem. Natomiast Iran... kto oglądał już kiedyś mecz rozgrywany tamże, ten wie o czym ja mówię. Poziom huku, szumu i gwizdów jest tam tak ekstremalny, że czasem trudno jest dosłyszeć słowa komentatorów. Najgorsze jest to, że on trwa nieprzerwanie. Nieważne kto serwuje. Nieważne czy jest właśnie przerwa techniczna. Nieważne, że na boisku nie dzieję się nic szczególnego. Oni po prostu buczą. Biorąc pod uwagę, fakt, że tam na trybunach zasiadają sami mężczyźni, no to sobie możecie ten dramatyczny spektakl wyobrazić (albo obejrzeć nayoutube - order dla tego, kto to wytrzyma w całości). Jak więc widać, będzie gorąco, „będzie zabawa, będzie się działo” i emocji w najbliższych tygodniach na pewno nie zabraknie!

źródło: pl.wikipedia,org


A potem...?
A potem nasi siatkarze wracają do Polski, czego ja się już nie mogę doczekać, bo 4 lipca grają w Krakowie ze Stanami, i my tam będziemy ze swoją ekipą B-). Dlatego już teraz mogę obiecać obszerną relację z tego wydarzenia, zarówno fotograficzną jak i słowną :). Zawczasu serdecznie zapraszam! A może kogoś z Was uda mi się tam spotkać? :)

PS. Uwaga, uwaga! W najbliższych dniach zamierzam wprowadzić większe zmiany na blogu, więc przez jakiś czas, może tutaj panować ogólny chaos i bałagan, za co z góry przepraszam!


PS2. Mam nadzieję, że efekt końcowy wszystkie niedogodności Wam zrekompensuje :).
Share:

czwartek, 4 czerwca 2015

Co tutaj się w ogóle wyrabia?

No właśnie – to jest dobre pytanie. Bardzo długo panowała cisza i pustka na blogu, dlatego doszłam do wniosku, że teraz nie mogę tak sobie po prostu wrócić, ot co, bez żadnych wyjaśnień. Zapraszam wszystkich zainteresowanych na wpis dotyczący tego, co się działo i tego, co się dziać będzie. A jeśli kogoś to w zasadzie nie interesuje – to proszę o cierpliwość, wkrótce pojawi się „normalny” wpis ;).

Gdzie żeś ty bywał czarny baranie?
Licencjat stukałem, mój miły panie! (62 strony, bom pomylony ;P) Dokładnie tak było i to jest w zasadzie główny i prawie jedyny powód stagnacji, która zapanowała przez ostatni czas na blogu. Gwoli wyjaśnienia: była to zaległa praca licencjacka, na kierunku dziennikarstwo i komunikacja społeczna, którą odkładałam już przez prawie 2 lata aż w końcu usłyszałam w oddali bicie dzwonu. Jak się okazało, był to ostatni dzwon(ek) żeby się do tego zabrać i obronić tytuł oraz przypieczętować 3 lata nauki, no i udało się w końcu zamknąć temat. Temat jak dla mnie ciekawy i przyjemny – akademickie rozważania dotyczące felietonów sportowych autorstwa Zdzisława Ambroziaka, ale sama czynność pisania takich dzieł zawsze jest dla mnie problemem. Jak się już jednak rozpędziłam, to stworzyłam pracę teoretycznie o połowę za długą. Ale jak widać, udało się w końcu przynajmniej pokonać lenistwo, ostatnia kropka została postawiona, a bronić się będę końcem czerwca, więc bardzo proszę o mentalne wsparcie :) A ponieważ praca jest gotowa, to mogę ze spokojnym sumieniem wrócić do pisania bloga i proszę bardzo – oto jestem ;) (nareszcie, bo bardzo mi tego brakowało!)

morguefile.com

Cóżeś tam robił, czarny baranie?
Radio Oświęcim i język włoski, mój miły panie! Prawda jest taka, że gdybym miała tylko jedną pracę i licencjat do napisania, to i na bloga znalazłby się czas. Niemniej jednak, jakoś tako się w tym roku poskładało, że zapisałam się na kurs włoskiego (w końcu i nie wiem dlaczego tak późno!), a ponadto nadarzyła się okazja żeby przyłączyć się do drużyny lokalnego radia w moim rodzinnym mieście. W obydwie rzeczy bardzo się wkręciłam i próbuję prężnie działać, dlatego czas mam rozplanowany praktycznie co do godziny każdego tygodnia, tak żeby ze wszystkim zdążyć i przy okazji się tym nacieszyć :) Na stronę Radia Oświęcim serdecznie zapraszam (na facebooka też). Koniecznie nas posłuchajcie, bo zaczynamy się rozkręcać i cóż tu dużo mówić – dzieje się i dziać się zapewne będzie!

Gdzie teraz zmierzasz, czarny baranie?
Do przodu jak zawsze, mój miły panie! Przez czas tworzenia licencjatu, ale też dużo wcześniej, w mojej głowie pojawiło się mnóstwo pomysłów na nowe rzeczy, których mogę się podjąć; na ulepszenia blogowe oraz na nowy projekt, ale nic na razie na jego temat więcej nie zdradzę. Nie wiem dlaczego tak jest, ale zawsze gdy mam do zrobienia coś konkretnego, gdzie jest niewiele miejsca na kreatywność, to mam wrażenie, że jedna półkula mojego mózgu po cichutku wykrada się z głowy przez maleńkie drzwiczki, chichocąc i bąkając pod nosem „to wy se tu siedźcie, a ja zaraz wracam” :D. A gdy ta druga się już zmęczy i kończy pracę, to ta pierwsza wraca niepostrzeżenie po tym jak pozbierała do worka pomysły na życie z całego świata. I weź tu człowieku sobie potem coś z tego wybierz... Podjęłam jednak wysiłek i postanowiłam coś z tego bogactwa myśli wyselekcjonować, a efekty zapewne będą widoczne w bliższym lub dalszym „krótce”. Uchylę rąbka tajemnicy, że idą graficzne i nie tylko zmiany na Prozaicznym, więc szykujcie się na odświeżenie klimatu :). 

zdjęcie Kasia Kowol/ koncert w Hali Stulecia


A tak poza tym, czarny baranie?
A tak poza tym, to mnóstwo rzezy, które niezmiernie mnie cieszą! Takie jak zbliżające się planowane i nieplanowane wycieczki, lista książek do kupienia, koncerty Męskiego Grania w perfekcyjnym jak dla mnie składzie i siatkarski sezon reprezentacyjny! W ostatnim tygodniu ruszyły rozgrywki Ligi Światowej i już na początek wygraliśmy z Rosją dwa mecze, więc jak tu się nie skakać z radości do sufitu :)! Bardzo stęskniłam się za meczami z udziałem biało-czerwonych i niezmiernie się cieszę, że emocje sprzed roku zaczynają powoli budzić się z zimowego snu. Jest taka struna w mojej duszy, którą potrafi poruszyć tylko mecz siatkówki i właśnie kilka dni temu drgnęła. Pełną parą zagra zapewne 4 lipca podczas meczu w Krakowie na który wybieramy się z przyjaciółmi i którego już nie mogę się doczekać :). A tak w ogóle, to czerwiec, ciepło, słońce, lato i te sprawy, więc samo dobre nadchodzi :).

Porządki zrobione, można ruszać dalej
Ten wpis był mi potrzebny nie tylko po to, żeby co nieco wam wyjaśnić, ale też po to żeby sobie uporządkować, to co się ostatnio działo, dzieje i dziać będzie, wziąć oddech i pójść spokojnie dalej. Dlatego już teraz zapraszam na kolejne wpisy, które już niedługo się tutaj będą pojawiać – mam nadzieję, że systematycznie. W głowie mam już cała listę tematów, zdradzę więc, że będzie trochę literaturnie, troche muzycznie i na pewno bardzo sportowo, bo w najbliższym czasie siatkówka pewnie przynajmniej w połowie zawładnie moim życiem. Na to wszystko zapraszam już teraz, a póki co macham łapką i wołam cześć i czołem!

PS. Z tym czarnym baranem to nie że coś ze mną nie w porządku albo mam swoje zwierzęce alter ego, ale jest taka piosenka, na bazie której stworzyłam śródtytuły do tego wpisu. Dla tych co nie znają, to proszę tutaj sobie posłuchać. 

PS2. Wcale też nie upieram się, że wszystko ze mną w porządku ;).

morguefile.com


Share:

sobota, 11 kwietnia 2015

Nie wiem.

Po pierwsze, chciałam powiedzieć Wszystkim głośne, radosne (takie wiecie, z otwartymi ramionami) "dzień dobry!", jako że strasznie długo mnie tutaj nie było... Wstyd się przyznać, ale ostatnio różnorakie obowiązki pochłonęły mnie bez reszty, a pisanie bloga musiało zostać zastąpione pisaniem pracy licencjackiej. Tak, ja też nie jestem z tego powodu zachwycona, ale jakoś musimy to wszyscy przeżyć. Potem wrócę z podwójną siłą, obiecuję :). Tymczasem chciałam się czymś podzielić. A konkretnie to swoją niewiedzą. No po prostu nie wiem. I kropka.

Bo teraz to jest tak, że każdy człowiek, który jest dojrzały i ma perspektywy na rozwój, musi mieć plan. Plan dalekosiężny, plan szczegółowy, plan małych kroków i wielkich celów. Plan rozwoju kariery, plan treningowy, plan na wakacje, plan posiłków, plan dnia. Trzy kalendarze na różne okazje i do różnych torebek, ze dwa na ścianie i jeszcze w telefonie. Wszystko musi być pięknie rozpisane i wiadome, bo przecież nic nie może nas zaskoczyć, a jak już, to tak nie za bardzo, żeby nie wypaść z rytmu. Niedługo będziemy sobie robić plan planu. Albo plan planu planu.. planu planu. No.


morguefile.com


A ja sobie nie wiem
Może dlatego, że dookoła otacza mnie ze wszystkich stron presja planowania, które "jest jedynym pewnym wyznacznikiem jakiegokolwiek życiowego sukcesu", zdarza mi się coraz częściej czuć dyskomfort z tego powodu, że mi z tym planowaniem tak nie do końca jest po drodze. Owszem, lubię się pozastanawiać i pomarzyć o tym, co może wydarzyć się w przyszłości, ale jeśli przychodzi do rozpisania na poszczególne kroki działań prowadzących do osiągnięcia danego celu, to nagle okazuje się, że mam dwie lewe ręce i zupełnie nie potrafię albo nie chcę tego robić. Po prostu wówczas całe to marzenie zostaje odarte ze swojej atrakcyjności i uroku, a konieczność przestrzegania po kolei jakichś kroków, sprawia, że w głowie budzi się alarm w postaci wielkiego czerwonego napisu o treści "PRZYMUS" i wtedy to już zupełnie nie chcę mi się nic w tym kierunku robić. I tak plany dalekosiężne i jakiekolwiek inne palą na panewce, zanim jeszcze cokolwiek zacznie się dziać. Nie wiem czy to normalne i też tak może macie? I czy koniecznie z takim podejściem grozi mi brak rozwoju i perspektyw i w ogóle czegokolwiek na przyszłość?

Kiedyś wiedziałam
Rzeczywiście były takie czasy, że naprawdę wiedziałam, jak będzie wyglądać moja przyszłość i to ze szczegółami. Zgodnie z tą wizją, powinnam teraz z resztą być absolwentką Uniwersytetu Jagiellońskiego na kierunku dziennikarstwo i komunikacja społeczna i pracować w jakiejś lokalnej gazecie, możliwe że sportowej, tudzież w portalu siatkarskim. Prywatnie moje życie teoretyczne też już powinno być poukładane i ustabilizowane. Tymczasem, skończyłam na filologii angielskiej na Uniwersytecie Wrocławskim (chociaż na dziennikarstwo też znalazł się czas), a o stabilizacji nic mi nie wiadomo. Po studiach, byłam pewna, że ostatnie co zrobię, to wrócę do swojego rodzinnego Oświęcimia, bo chociaż kocham to miasto, to perspektyw na rozwój medialny tutaj nie widziałam. Tymczasem, okazało się, że powstaje w moim mieście lokalne radio i trach! Częściowo wróciłam i zobaczymy co będzie dalej. Także tyle z mojego planowania.

morguefile.com

Najlepszych rzeczy w życiu nie można zaplanować
Jest jeszcze jeden czynnik sprawiający, że nijak nie po drodze jest mi z planowaniem. A mianowicie to, że większość najfajniejszych i najciekawszych chwil w moim życiu wydarza się bez jakiegokolwiek planowania. Papiery do Wrocławia złożyłam, bo spodobało mi się zdjęcie głównego gmachu Uniwersytetu Wrocławskiego. Tak. Weszłam na ich stronę internetową, zobaczyłam to zdjęcie, w głowie pojawiła się myśl: "okej, ładnie tam mają. W sumie to można wysłać papiery, no ewentualnie, jak nie dostanę się do Katowic (tak, po UJ-ocie, pojawiła się koncepcja na Katowice), to sobie tam pójdę. Poza tym, trzeba w jakieś miejsce jeszcze startować, bo a nuż się gdzie indziej nie powiedzie." No i masz, jedna myśl i z takiej myśli powstała 5-cio letnia przygoda i mnóstwo ludzi w moim życiu, bez których nawet nie chcę myśleć, jak by ono wyglądało. Tak samo było z zakupem biletów na finał Mistrzostw Świata. Telefon do przyjaciółki z pytaniem: "to co Aga, bierzemy te bilety na finał? Nikt nie chce, bo pewnie Polska nie zagra, ale na Brazylię i Rosję też fajnie będzie popatrzeć." No i bach, złoto Polaków, a my na trybunach :). I takie przykłady można mnożyć. Najlepsze wyjazdy, najciekawsze spotkania, koncerty i masa innych spraw, które mi się w życiu przytrafiły, nie były przeze mnie planowane. Ba, nawet nie były przeze mnie pomyślane w przeszłości, a jednak się wydarzyły! 

takie tam, z mistrzami świata ;P

Co nieco jednak wiem
To nie jest też tak, że żyję w kompletnym chaosie bez jakiegokolwiek pomysłu na przyszłość, bo tak się nie da. Ogólnie rzec biorąc, wiem w którym mniej więcej kierunku chcę iść w życiu, co robić i jakimi ludźmi się otaczać. Wiem, że gdzieś tam drzemie we mnie żyłka dziennikarska i pewnie będę próbowała coś działać dalej w tym kierunku. Wiem też, że kocham się uczyć języka włoskiego, co robię od ponad pół roku i na pewno ten wybór będę nadal kontynuować, bo obecnie daje mi to 100% radości, rozwoju i inspiracji. I tyle w zasadzie wiem. Cała reszta to luźne przemyślenia i cała masa pomysłów na życie, które spadają mi z nieba w ilości nieprzebranej (najbliższe mi osoby wiedzą, że co tydzień mam nowy pomysł na życie, i traktują to wszystko z ogromną wyrozumiałością, za co z tego miejsca Wam dziękuję ;D;)). Niemniej jednak, nawet tego co wiem nie biorę za pewnik. Kto wie, czy za rok nie stwierdzę, że dziennikarstwo to jednak zawód nie dla mnie i tak właściwie, to wolałabym wypasać owce i produkować oscypek w Tatrach? Albo w ogóle gdzieś w Nowej Zelandii*. Najpiękniejsze właśnie jest to, że nikt tego nie wie, łącznie ze mną - a w zasadzie to ze mną na czele. Mam jednak ogromną nadzieję, że czegokolwiek bym nie wybrała, to zrobię to z przekonaniem, że właśnie to jest moim powołaniem i przynosi szczęście zarówno mi jak i całemu najbliższemu otoczeniu :). A jak przyjdzie taki czas i taka potrzeba, to ufam, że będę mieć odwagę żeby swoją poprzednią decyzję zmienić. Bo życie, to ciągłe zmiany. I tego też na pewno nie wiem, ale tak mi się przynajmniej wydaje :).

PS. Nie wiem do jakiej kategorii można przypasować tę notkę i czy ona jakkolwiek wpłynie refleksyjnie, rozrywkowo lub pouczająco na Czytelników - no, w sensie, czy będziecie mieli z niej jakikolwiek pożytek. Potrzebowałam się wygadać i poukładać co nieco w głowie i to mi pomogło :) A tym, którzy dobrnęli do końca, pięknie dziękuję :).

morguefile.com

* no co, w Nowej Zelandii też by pewnie chcieli pojeść oscypka, a póki co, to chyba nie mogą..


Share:

piątek, 13 lutego 2015

Prozaiczny Poranek: skocznie i na luzie

Czas pędzi ostatnio jak szalony! Znaczy się zawsze jakoś tam pędził, ale ostatnimi czasy, to mi się wydaje, że mknie - i to nie autostradą A4, ale raczej gdzieś po Route 66 - jeśli wiecie o czym mowa. Jeszcze zaledwie chwilę temu był debiut Prozaicznych Poranków z Prozaicznym Poniedziałkiem, a tu już mamy piątek. Z okazji nadchodzącego weekendu, planowałam zamieścić coś zupełnie na luzie, ale wyszło tak jak wyszło, i jest pół na pół. Z resztą przekonajcie się sami jaki się mi stworzył ten Piątkowy Ranek na blogu.

morguefile.com
Najpierw nieco poważniej
Każdy ma w swoim życiu momenty, że coś nie wychodzi, tracimy zapał albo bez większego uzasadnienia wydaje nam się, że się do czegoś nie nadajemy i w ogóle wszystko totalna porażka. Takie momenty najczęściej prędzej czy później mijają, ale gdy się pojawiają to trzeba je jakoś przeżyć. Dobrą radę w takiej sytuacji ma dla Was Maju z bloga Życie Jest Piękne, który pisze tak:
"W takich chwilach mam ochotę, niczym kot, zwinąć się w kłębek gdzieś w kącie, obok jakiegoś ciepłego pieca, leżeć, nie robić nic i lizać rany. ... Co w takich chwilach robić? Stać się tym kotem."
Jeśli zaintrygował Was ten krótki fragment, to odsyłam do całego tekstu. Jest naprawdę przydatny, sprawdzone na własnej skórze.

A jeśli to nie pomoże...
to mam dla Was coś, na co trzeba zarezerwować sobie więcej czasu (na takie większe śniadanie, albo na przerwę obiadową), ale też coś, co nie będzie Was kurczowo trzymać przy komputerze. Mianowicie jest to nagranie audycji w radiowej Trójce, której gościem był Antoni Huczyński, znany w mediach jako Dziarski Dziadek (tutaj konto na Facebooku). Ci, którzy być może słyszeli o nim co nieco, to jest ten Pan, który ma ponad 90 lat i jest bardziej sprawny niż obecnie wielu nastolatków spędzających całe dnie przed ekranami komputerów. Ale nie o tym mowa. Pan Antoni jest tak pozytywnym człowiekiem, że wydawać by się mogło, że życie płynie i zawsze płynęło mu jak z płatka. Trójkowa audycja pokazuje jednak historię zgoła inną, pełną walki ze swoimi słabościami i stawania twarzą w twarz nieraz nawet ze śmiertelnym zagrożeniem. Historia ta pokazuje również, że zawsze należy brać życie w swoje ręce, chwytać byka za rogi i iść do przodu, bo warto. Tak samo jak warto posłuchać tejże rozmowy. Bardzo zachęcam. Mi ustawiła cały dzień do pionu jak było trzeba.

morguefile.com

Są różne sposoby na wykorzystanie swojego czasu
Jednym z nich jest poświęcenie go na ... szycie sweterków dla pingwinów zagrożonych wyginięciem :). Tę informację podesłała mi kilka dni temu Kasia z Babeczek na Wybiegu i muszę przyznać, że mocno chwyciła mnie za serduszko :). Z reszta, zajrzyjcie sami o właśnie tutaj i przekonajcie się jakie cuda wyczynia już od dłuższego czasu 109-letni Australijczyk, Alfred Date (tekst w języku angielskim).

I teraz to już zupełnie na luzie
Pamiętacie wpis na blogu o tym, co robią siatkarze gdy akurat nie grają w siatkówkę? Kto nie pamięta, może kliknąć tu i sobie przypomnieć. Tam pisałam też o działaniach dwóch wyjątkowo aktywnych medialnie siatkarzy, Karola Kłosa i Andrzeja Wrony, a mianowicie o ich słynnych pojedynkach Kłos vs Wrona. Dawno nie zaglądałam na ich wspólny profil, ale ostatnio przypomniała mi się jedna ze słynnych bitew tych Panów i po załączeniu filmiku, byłam po raz kolejny ubawiona do łez. Dlatego raz jeszcze na tym blogu pojawia się ten przezabawny duet i ich wyzwanie pt. kto napcha sobie do buzi więcej pianek i powie wyraźnie "Skra Bełchatów" :D (błagam, powiedzcie, że Was też to tak bawi :D).



Na koniec muzycznie energetycznie!
Tak się akurat złożyło, że w poprzednie poranki raczyłam Was polską dobrą muzyką, która miała za zadanie nie tylko rozruszać Wasze poranki, ale również przekazać jakąś mniej lub bardziej znaczącą treść. Tym razem jednak będzie zupełnie na luzie, weekendowo i skocznie, bo oto przed Wami Van Halen we własnej osobie i jego przez wszystkich dobrze znane "Jump"*. Wskoczmy z hukiem w ten weekend :) Udanego piątku! 



*tak, mi też ta piosenka kojarzy się głównie z Adamem Małyszem.. :D ;)


Share:

środa, 11 lutego 2015

Prozaiczny Poranek: zwiedzanie świata i sport kształtujący charakter

Dzień dobry w już drugim Prozaicznym Poranku :)! Dzisiaj będzie więcej do oglądania aniżeli do czytania, co nie znaczy, że będzie mniej ambitnie. Gwoli wprowadzenia dodam tylko, że tym razem środa wyjątkowo sportowa i motywacyjna. Zapraszam :)

morguefile.com

Zacznijmy jednak od śniadania
Zapowiedziałam dużo sportu i motywacji i teraz tak przekornie zacznę od jedzenia ;). To dlatego, że śniadanie jest posiłkiem najważniejszym, i którego - jak zgodnie głoszą wszyscy dietetycy świata - absolutnie nie wolno pomijać w codziennym jadłospisie. Kasia z Babeczek na Wybiegu, opublikowała przedwczoraj post opisujący jedną z wrocławskich kawiarni, a dokładnie Cafe Vincent, która serwuje różne francuskie przysmaki. Jeśli jesteście zwolennikami tego typu kuchni i macie okazję wpaść do Wrocławia, to myślę, że warto tam zajrzeć. Więcej informacji znajdziecie pod tym linkiem. Mi się aż zachciało zjeść croissanta na śniadanie (którego niestety nie mam..).

A do śniadania trochę motywacji
Jeśli jesteście takimi szczęściarzami, którzy akurat rzeczonego croissanta na stole posiadają (albo chociaż jakieś inne dobroci), to myślę, że do tej konsumpcji warto dołączyć dawkę motywacji, którą tym razem serwuje Wam Jakub Bączek. Nie jest to postać anonimowa - Kuba to trener mentalny naszej kadry narodowej siatkarzy, który razem z naszymi Orłami wywalczył złotym medal Mistrzostw Świata 2014. Postać bardzo pozytywna i nietuzinkowa, o czym możecie się dowiedzieć z wywiadu przeprowadzonego dla portalu Volley Cafe. A tym z Was, którym moje krótkie wyjaśnienie wystarcza i wolą od razu przejść do rzeczy, podsyłam jedno z nagrań wprowadzających do konferencji z Kubą, które stanowi garść prawdziwych i praktycznych informacji dotyczących zwykłej prozy życia. Kuba nie owija w bawełnę (przestroga dla wrażliwych: materiał zawiera miejscami wulgaryzmy), jest szczery do bólu, a także prawi mądrze i konkretnie.


Jak już jesteśmy przy siatkarzach...
to z chęcią podeślę Wam felieton Krzyśka Ignaczaka, który regularnie pisze dla "Przeglądu Sportowego". Tym razem Igła podjął temat sportu, który jest bardzo ważny w naszym życiu już od najmłodszych lat, ponieważ kształtuje charakter i pomaga radzić sobie z różnymi problemami w życiu. Tekst bardzo motywuje do działania i aktywizacji zarówno dzieciaków jak i dorosłych. Dobrze poczytać z rana, a potem truchcikiem udać się na trening ;). Tekst dostępny jest tutaj.

Apropo treningu
wiem, że większość z nas jest codziennie zmotywowana i gotowa do działania, ale jak już przychodzi co do czego, to nie mamy albo czasu albo siły, żeby poświęcić kilka chwil na aktywność fizyczną w ciągu dnia. Ja tak właśnie często mam i dlatego postanowiłam znaleźć na to jakiś złoty środek, no i się udało. W odmętach Internetu dokopałam się do serii 15-minutowych sesji pilatesowych, które nie są przeciążające, a dają oczekiwane efekty. Są to ćwiczenia z sympatyczną Cassey Ho, która zapowiada, że będą zakwasy i faktycznie po porządnie zrobionym treningu, na drugi dzień czuje mięśnie. Trenerka nie mówi nic o tym, że plecy w końcu przestają boleć, ale ja Wam za to mówię taką nowinę i podsyłam jeden trening, może ktoś się skusi po śniadaniu? ;)



To teraz ruszajcie zdobywać świat!
Gdy już przebrnęliście przez wszystkie rewelacje dzisiejszego Prozaicznego Poranka, to na koniec polecam Wam kawałek w wykonaniu trio Fisz Emade Tworzywo zatytułowany "Zwiedzam Świat". Utwór ten podesłała mi przyjaciółka przed naszym weekendowym wypadem w góry i do dzisiaj go sobie nucę, więc zdecydowanie wpada w ucho :). Klikajcie play i ruszajcie na podbój środy :) Dobrego dnia!




Share: